Byłam raz świadkiem niesamowitego zdarzenia. Para Młoda zamówiła dja. Wszystko ładnie pięknie i standardowo. Nic nie wskazywało na katastrofę. W trakcie przyjęcia weselnego jednak dj nagle zniknął.

Dj na wesele zawalił robotę

dj na weseleByło już koło północy i zaraz miały się odbyć oczepiny, a jego akurat wtedy nie ma i nie ma. Goście w końcu rozpoczęli poszukiwania i chyba przez pół godziny przeszukiwali teren. W końcu znaleźli faceta. Dj weselny, jak się okazało, leżał pijany za jakimś krzakiem. Najwyraźniej wódka nie za dobrze mu zrobiła, bo był prawie nieprzytomny i generalnie wyglądał jak półtora nieszczęścia. Widocznie, wyznawał zasadę, że jak leją, to trzeba pić. Szkoda tylko, że w tym czasie akurat był w pracy. Oczywiście, dalsza gra nie była możliwa, więc świeżo upieczone małżeństwo było w rozpaczy. Na szczęście któryś z gości miał muzyczną aplikację na telefonie i podłączył go do głośników. Chociaż sprzęt dj na wesele miał dobry. Udało się kontynuować zabawę, choć niestety bez oczepin. Tak czy siak, na pewno wszyscy zapamiętają tę imprezę na długo. Dj nie dostał reszty wynagrodzenia i musiał zwrócić tę część, którą dostał wcześniej. Nawet się specjalnie nie wykłócał, bo wiedział, że mocno zawinił. Podobno to zdarzyło mu się pierwszy raz. Może być natomiast pewny, że w tym biznesie na Śląsku jest już skreślony, bo poszła już za nim fama.

Czasami jeden błąd wystarczy, żeby trzeba było zmienić zatrudnienie. Dj sam jest sobie winien, ale trochę mi szkoda, że sobie takiego bigosu narobił, bo wydawał się fajnym facetem. Nie wiem, co mu strzeliło do głowy.